Po paru minutach przyjemności do pokoju wszedł Zayn. Kiedy zobaczył nas razem od razu wybiegł z pokoju.
-Zayn!- krzyknęłam. Nałożyłam na siebie bieliznę i koszulkę i zaraz za nim wybiegłam. Chłopak wyszedł z domu, zrobiłam więc to samo. -Zayn!- powtórzyłam. -Wracaj! Zayn, proszę! Wróc!- krzyczałam.
Po chwili chłopak się odwrócił. Nic nie powiedział, jedynie na mnie spojrzał.
-Zayn.. Ja nie chciałam!- cały czas krzyczałam, tym razem płaczliwym głosem.- Proszę.. Ja..
-Nie chciałaś?! Oh, naprawdę? To dziwne, bo jakoś nie wyglądałaś na przymuszoną.- chłopak się odezwał.
Zaczęłam płakac. Nie kontrolowałam swoich emocji. Poczułam, że naprawdę go kocham. Jestem taka głupia. Mimowolnie upadłam.
-Zayn, przepraszam.- powiedziałam cicho, jednak wiedziałam, że chłopak tego nie usłyszy. Oddalał się. Zakryłam twarz dłonią, a łzy leciały.
W końcu wstałam i na boso, w samej koszulce i majtkach ruszyłam w stronę domu. Miałam zapłakane policzki, całe czarne od tuszu i kredki. Szłam przed siebie, kiedy nagle usłyszałam męski głos.
-Megan!
Odwróciłam się i za sobą ujrzałam Harry'ego.
-Chodź, pójdziemy gdzieś się wyrwać.- uśmiechnął się
-Gdzie?- spytałam
-Do jakiegoś clubu. Będzie fajnie. Ty i ja..
Zawahałam się chwilę, lecz w końcu się zgodziłam. Muszę się jakoś wykręcić z tych wszystkich problemów, z tej całej miłości. Muszę.
-To o 20.00 po ciebie przyjdę!- krzyknął Harry odchodząc.
W końcu szłam dalej. Gdy doszłam do domu złapałam za klamkę i pchnęłam drzwi w przeciwną stronę. Drzwi jak zwykle nie były zakluczone. Już myślałam, że to Sophie znowu jakimś cudem weszła, jednak się zdziwiłam. W pokoju siedziała moja mama.
-Co ty tutaj robisz?- spytałam ze zdziwieniem i żalem
-Przyjechałam cię odwiedzić. Megs, jak ty wyglądasz?! Gdzie ty byłaś? Boże, napadli cię?!
-Ojej, teraz nagle się przejmujesz? A co się stało? Benett cię zostawił?
-Kochanie, nie tym tonem.
-Nie tym tonem?!- krzyknęłam.- Ja pierdole, mamo! Myślisz, że teraz przyjedziesz, uśmiechniesz się, poudajesz że się martwisz i będzie wszystko w porządku?!
-Słuchaj, ja wiem, że popełniłam wiele błędów, ale proszę cię. Daj mi jeszcze jedną szansę. Oczywiście mieszkaj sobie tutaj, tylko przenocuj mnie dwa dni. Proszę.
-A śpij sobie tutaj, w końcu ty za to płacisz.
-Megan, jeśli ma być między nami taka sprzeczność, to ja..
-Ty dalej nic nie rozumiesz, prawda?- mówiłam już płaczliwym głosem.
Mama mnie przytuliła. Z jednej strony nie chciałam jej już znać, jednak z drugiej czułam, że potrzebuję jej, tej matczynej bliskości.
-Mamo, kocham cię.- powiedziałam wtulona w nią.
-Ja ciebie też, maleńka.
Po tych wszystkich czułościach poszłam wziąć kąpiel. Ubrałam jakieś dresy, koszulkę i grube skarpetki i popędziłam do salonu gdzie siedziała moja mama. Usiadłam obok niej i zaczęłyśmy rozmowę. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, jednak nie potrafiła mi pomóc. Jednak czułam, że tego chce i to się dla mnie liczyło. Rozmawiałyśmy przez kilka godzin, a w między czasie coś zjadłyśmy. W końcu wybiła 19. Poszłam się ubrać i uczesać. Założyłam krótką sukienkę z paskiem, dziurawe rajstopy, koszulę w kratę, czarne martensy i naszyjnik. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a oczy pomalowałam jak zawsze- delikatna panda.
O 20.03 usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i przede mną stał Harry.
-Idziemy?- zapytał.
*DWIE GODZINY PÓŹNIEJ*
*PERSPEKTYWA ZAYN'A*
Stoję przed drzwiami Megan. Co robić? Pukać, a może wchodzić? Może się wycofać? W końcu zebrałem się na odwagę i zapukałem. Otworzyła mi jakaś nieznajoma kobieta.
-Dzień dobry. Jest Megan?- spytałem.
-Dzień dobry, zaczekaj.. Megan!- kobieta krzyknęła. Dziewczyna jednak nic się nie odzywała.
-Wiesz co? Wejdź może do środka i idź do niej.
-Emm, dobrze.- wszedłem do środka. Poszedłem na górę, zapukałem do pokoju Megan i otworzyłem drzwi.
Ujrzałem dziewczynę, która siedziała naga, okryta kołdrą na łóżku.
-No oczywiście.. Gdzie on jest?- spytałem ze złością.
Megan gwałtownie odwróciła głowę w moją stronę. Wstała zakrywając się kołdrą.
-Zayn! Co ty tutaj robisz?!- krzyknęła.
-Ja co robię? Myślałem, że żałujesz tego wszystkiego, ale ty siedzisz tu z nim?!
-O co ci chodzi? Jakim nim?!
-Harry'm!
-Wiesz co? To ty jesteś cholernym dupkiem. Nie poszłam z nim nigdzie, nie popełniłam tego samego błędu. Nie, nie przespałam się z nim. Za to ty przychodzisz tutaj i robisz mi aferę nie wiedząc co się dzieje?!- krzyczała płaczliwie.
Zrobiłem głupią, zdziwioną minę. Co ja sobie myślałem?
-Megan..
-Wiesz co? Wyjdź stąd. Wynoś się!- warknęła
-Ale..
-Wyjdź.- przerwała mi. Zrobiłem to co kazała. Chciałem powiedzieć jej, że to co zrobiła było złe, jednak kocham ją, wybaczam jej. Miało być tak pięknie. Okazuje się, że wszystko zepsułem. Szedłem samotnie nocą po ulicy i to jeszcze w deszczu. "Londynie, nie pomagasz mi.."- powiedziałem do siebie.
*PERSPEKTYWA CAROLINE (matki Megan) *
Wchodzę do jej pokoju. Widzę jak cierpi, jak płacze. Usiadłam obok niej i przyciągnęłam do siebie. Pocałowałam w czoło, pogłaskałam po głowie i powiedziałam:
-Będzie dobrze.
______________
Mam nadzieję, że się podobało. Przepraszam, że nie umieściłam tu Rosalie i Lou (to do Martyny), ale kurcze, nie wiedziałam jak ich wplątać do tego rozdziału. Mimo tego mam nadzieję, że nie jest źle. Starałam się. Na razie jest trochę dramatycznie, ale chyba będzie coraz lepiej. Życzcie mi weny :D

